User
Rubikon cz. 1
Galopowałam coraz szybciej, czułam rozlewające się w moim wnętrzu ciepło dające impuls do gwałtownego, obezwładniającego orgazmu. Wstrząsana dreszczami opadłam bezwładnie kładąc głowę na obojczyku Piotra dochodziłam powoli do siebie, z błogim rozluźnieniem odbierałam delikatne muśnięcia dłoni wzdłuż kręgosłupa od pośladków po kark. Zawsze uwielbiałam ten wyciszający finał.
- Wiesz, jestem ciekawy, jak byś przeżywała orgazm gdybyś, nie wiedząc o tym, mając zawiązane oczy, ujeżdżała innego kutasa. - Szepnął nagle.
- E, Twój jest tak oryginalny, że nie była bym wstanie nie zorientować się.- odpowiedziałam.
- No to spróbujemy, jestem ogromnie ciekaw, czy naprawdę nie zorientujesz się, że to inny facet.- powiedział mój mąż i spojrzał mi w oczy. - A swoją drogą skąd Twoja pewność, skoro jak twierdzisz, nigdy nie miałaś do czynienia z innym kutasem i nie masz pojęcia, jaki inny pieprzy?
Patrzyłam na męża z niedowierzaniem.
- Naprawdę tego byś chciał?
- Kochanie, nie, nie tyle bym chciał, co chyba chcę spróbować. Chcę zobaczyć i usłyszeć, jak zachowujesz się pod innym facetem. To będzie fajne przeżycie, naprawdę polubisz, przekonasz się.
Byłam wstrząśnięta i zbulwersowana, nie wierzyłam w to co mówi. W mojej głowie rodziły się nerwowe pytania. Czy moje, niestety, ostatnio nabyte kilogramy, już go do mnie zniechęcają? Mój Boże, przecież dwa lata temu skończyłam czterdziestkę i nie mam już sylwetki dwudziestolatki - a może on sądzi, że mnie nie zaspokaja? Może to początek problemów pana w średnim wieku? W końcu za miesiąc przekroczy pięćdziesiątkę, a jak czytałem, w tym wieku libido facetom spada dramatycznie. Chodziłam coraz bardziej zdruzgotana, myśli o tym tak zaprzątały moja głowę, że nie mogłam się skupić w czasie pracy, miałam kłopoty ze snem, nawet nie miałam komu się poradzić!
Fantazje, a może coraz większa otwartość w eksplikowaniu ich, z czasem ubrane były w coraz więcej szczegółów, były dosadniejsze, powiedziałabym, miały bardziej cielesny, fizyczny charakter i coraz bardziej mnie przerażały. Zrozumiałam, ze to już nie są tylko słowa, to są prawie gotowe plany które czekają jeśli nie na mój entuzjazm - tego się nie spodziewał - to przynajmniej na bierne przyzwolenie. A swoja drogą, do cholery, jakie to przyzwolenie, jeśli oczekuje w tym mojego czynnego, tak czynnego, aktywnego udziału?
Winna tu jestem wyjaśnienie; nasze "łóżko" do tej pory mogę uznać za nadzwyczaj udane. Jednak uczciwie mówiąc, nasz dotychczasowy seks, to były tylko i wyłącznie pomysły Piotra, było mi z tym tak dobrze, że sama chyba sobie odpuściłam jakiekolwiek zwariowane pomysły, mimo licznych przestróg mistrza Mastertona. Kochaliśmy się w miarę często, no może nie z taką częstotliwością jak dwadzieścia lat temu, ale słysząc czasem smętne przebąkiwania koleżanek o "tych" sprawach to naprawdę nasz seks był bardzo udany. Piotr, zawsze był otwarty, pełen inwencji i pomysłów, a przede wszystkim, nie był egoistą! Muszę przyznać, że ja byłam bardziej zachowawcza i raczej ze zdziwieniem i zażenowaniem, niż z radością, przyjęłam, kiedyś od niego, prezent w postaci czarnego, grubego wibratora. - Po co mi to kupiłeś? - zapytałam się rumieniąc się chyba po pępek.
Tak, od czasu do czasu masturbowałam się, w tajemnicy przed mężem, paluszkiem, gdy mnie naszło, ale wibrator? Później prawie zmusił mnie, abym użyła go przy nim. Cholera, pamiętam jak dziś, że byłam bardziej skrępowana i zawstydzona, niż podczas pierwszej wizyty u ginekologa w wieku dziewczęcym. Później, zaczął go używać jako dodatek do seksu z pieprzykiem i nawet mi się to spodobało, natomiast, po latach, gdy nauczył mnie uroków seksu analnego, to okazało się że lubię też i to bardzo, podwójną penetrację ze wspomaganiem wibracyjnym. Ale to wszystko dotyczyło tylko i wyłącznie nas dwojga, a tu nagle takie fantazje. Miałam jednocześnie świadomość, że dotychczas, owszem, akceptowałam, nawet jeśli z początkowymi oporami, to jednak akceptowałam wszystkie pomysły Piotra, natomiast sama nie wykazywałam się zbyt wielką pomysłowością. Raczej ograniczałam się do uzupełniania seksownej bielizny, tworzenia nastroju zapalonymi świeczkami, ale na tym moje poczynania seksualne się kończyły. No, zdarzało się, że w jakieś weekendowe popołudnia przejmowałam inicjatywę, w trakcie poobiedniej drzemki i inicjowałam jakiś nagły i niespodziewany numerek, ale to by chyba było wszystko.
Uświadomiłam sobie, że albo spróbuję sama się tym zająć, tym razem przejąć inicjatywę i tym sposobem ustalić warunki do przyjęcia mnie, albo w pewnym momencie zostanę postawiona przed faktem dokonanym, w sytuacji bez wyjścia, co może postawić nasze małżeństwo, moją miłość do męża pod znakiem zapytania. Jakby nie było, i tak źle i tak niedobrze.
Przede wszystkim, nie bardzo wiedziałam, co mam zrobić, jak się do tego zabrać. Wieść gminna od dłuższego czasu donosiła mi, że internet stał się powszechnym biurem ogłoszeń w sprawach wszelakich, że istnieją fora, chaty gdzie anonimowi ludzie z wszystkich stron świata równocześnie dyskutują o swoich problemach. Dotychczasowy mój kontakt z netem był znikomy, a prawdę powiedziawszy, żaden. Przy pomocy kolegi z pracy postanowiłam najpierw oswoić się z samym internetem, a później z samym problemem. Kolega był bardzo dyskretny i nie zadawał zbędnych pytań, skąd moje nagłe zainteresowanie przy dotychczasowej programowej ignorancji, a ja powoli pojęłam jak mam się do tego zabrać. Odkrywany przeze mnie internet był jak stanowisko archeologiczne, tysiące śmieci i czasem cenne znalezisko. Wśród wielu publikacji dotyczących interesującego mnie problemu znalazłam między innymi ciekawy tekst, omawiający potrzeby kobiet w różnym wieku; (...)
30 - kobieta wyzwolona
To najlepszy okres w seksualnym życiu kobiety. Czas odkryć i nauki ma już za sobą, poznała seks od każdej strony i wie, co dobre. Zarówno dla niej, jak i dla ciebie. A co najważniejsze na ten wiek przypadają jej największe potrzeby seksualne. Tak chce natura i ona nie ma to wpływu. Dlatego teraz postanawia tak naprawdę korzystać z życia.
Partnerka zna mężczyzn, wie co lubią. Potrafi rozmawiać o seksie i w razie problemów nie wstydzi się o nich powiedzieć. Trzydziestolatka mówi sobie: "koniec z nieśmiałością, kiedy, jak nie teraz wprowadzę w życie moje fantazje seksualne". Lubi przejmować inicjatywę, chętnie sięga po erotyczne gadżety, dba o szczegóły, jak seksowna bielizna, wyrafinowane perfumy.
O czym marzy? O szalonym weekendzie pełnym nowych doznań, przygodzie na jedną noc, kochanku i odpowiedzialnym mężczyźnie na stałe, kandydacie na ojca jej dziecka.
40 i więcej - kobieta ze stażem
40 urodziny w życiu kobiety nie oznaczają, że seks odchodzi w zapomnienie. Temperament seksualny czterdziestolatki jest wciąż duży. Oczywiście większy u kobiet, które prowadzą aktywne życie, dbają o siebie i są atrakcyjne. Świadomość tej atrakcyjności i sukces życiowy gwarantują powodzenie i w tej dziedzinie. Jednak po 40. kobieta powoli odchodzi o szaleństwa i eksperymentów. Niekoniecznie w samym akcie zbliżenia - tu korzysta z doświadczenia, ma sporo fantazji i umie dawać rozkosz mężczyźnie - ale potrzebie kreowania podniecających ją sytuacji. Skupia się na partnerze, jego potrzebach, jest namiętna, czuła i kreatywna. Nie potrzebuje do tego czerwonej sypialni, gadżetów i afrodyzjaków. Staje się sentymentalna, co nie znaczy bierna.
O czym marzy? O romantycznym wieczorze z czułym mężczyzną u boku, wieczorze jak za dawnych lat, mężczyźnie do końca życia, czułości, komplementach i oznakach podziwu. (...)
Nie do końca się z nim zgadzam. Mam wrażenie, że jakoś ominęła mnie dekada pewnej siebie, żądnej wyżycia się trzydziestolatki. Ja zawsze lubiłam, ba, uwielbiałam seks, ale był i jest on dla mnie zawsze bardzo intymny, osobisty. Mój seks, moje pragnienia i fantazje były ściśle związane z jedną i tylko jedną osobą: tą osobą był mój mąż, nie śniłam o innych kochankach, o ich fantastycznych kutasach. Teraz .. nie, nie miało i nie mogło się to zmienić, on nadal pozostawał najważniejszy i właśnie dlatego miałam poszukać jeszcze kogoś aby coś uzupełnić. To coś miałam uzupełnić ze względu na niego, a nie na siebie. Ja nie odczuwałam dotychczas takiej potrzeby i konieczności.
Zaczęłam śledzić dyskusje na seks forach i włos zjeżył mi się nie tylko na głowie - albo już jestem zacofaną, staroświecką i niedouczoną ciotką albo oni wszyscy są popieprzonymi dewiantami. To były pierwsze konstatacje które przyszły mi do głowy, gdy czytałam anonse młodych ludzi, zaledwie dwudziestoparolatkow, młodych, którzy w moim mniemaniu, powinni przeżywć chwile romantycznych uniesień, a tutaj czytam, że marzy im się seks w grupach z wymianą partnerów. Cholera, czułam się oszołomiona, gdzie ja żyję i kim jestem. Dotychczas byłam przeświadczona, że nasze życie łóżkowe było urozmaicone, wyzwolone, a nawet lekko perwersyjne; moje przeświadczenie było warte funta kłaków! I to wcale nie łonowych!!!
Im więcej się wgłębiałam, tym bardziej byłam zakłopotana, aczkolwiek lektura niektórych tekstów i opowiadań, których znalazłam setki, wywoływała we mnie dreszcz emocji i podniecenia; czy to wszystko jest możliwe? A może to oni przeżywają prawdziwe życie, a ja jestem na uboczu? Nie wiem, nie wiem, a cholera muszę się z tym zderzyć!
Zaczęłam analizować anonse par, pragnących, a może tylko ci faceci z tych par pragnęli, w każdym bądź razie, poszukujących mocnych wrażeń. Kilka z nich (a brałam pod uwagę ze względu na wiek i sposób sformułowania oferty, bo prostakom od razu stawiałam szlaban) wydało mi sę warte zainteresowania. Po głębszej analizie jeszcze wyeliminowałam trzy i postanowiłam odpowiedzieć na trzy. Założyłam sobie specjalnie do tego celu osobną skrzynkę pocztową i pełna emocji odpisałam. Odpowiedzi przyszły prawie natychmiast, jednak okazało się, że dwie pary pochodzą z odległych krańców Polski i w zasadzie pozostała jedna para. Jej mankamentem było to, że byli od nas o dekadę, o tą nieszczęsną dekadę która mi umknęła, młodsi. Nie przysłali zdjęcia, ale opis, jeśli oczywiście był prawdziwy, omawiał interesujących, nie szpetnych ludzi, którzy, co dla mnie bardzo istotne, nie mieli problemów ze sformułowaniem swoich myśli. Wymieniliśmy jeszcze po kilka dosyć obszernych maili, w których określiśmy sobie kogo i do czego szukamy, opisalismy swoje wyobrażenia o ewentualnym spotkaniu i postanowiliśmy umówić się na spotkanie.
Spotkać mieliśmy się "Pod aniołem", pubie w którym jeszcze nigdy nie byłam, ale znajdował się na starówce, czyli w "bezpiecznym" centrum. Zaproponowali następny czwartek o siedemnastej. Nie mogłam spać z emocji, czy się nie wycofać, czy nie odwlec sprawy. W końcu jednak zadecydowałam; raz kozie śmierć, a w zasadzie i tak, po takim spotkaniu będę mogła zrezygnować. Właściwie, po to miało się odbyć, abyśmy mogli się zaakceptować albo i nie! Postanowiłam w ostatnim momencie, że nie pójdę do pracy, bo i tak nie będę mogła spokojnie pracować, a przynajmniej będę miała czas, aby się przygotować i jeszcze raz wszystko przemyśleć. Piotr o wszystkim, a tym bardziej o stanie moich emocji nie miał bladego pojęcia, nawet specjalnie się nie dziwił, gdy mu, już wychodzącemu, w drzwiach rzuciłam:
- Wiesz, nie najlepiej się w ten upał czuję i zadzwonię do firmy że dzisiaj nie przyjdę.
- Zazdroszczę ci, ja w ten cholerny upał muszę iść, bo mam wiele pracy i jestem poumawiany - odpowiedział i trzasnął drzwiami.
- Wiesz, jestem ciekawy, jak byś przeżywała orgazm gdybyś, nie wiedząc o tym, mając zawiązane oczy, ujeżdżała innego kutasa. - Szepnął nagle.
- E, Twój jest tak oryginalny, że nie była bym wstanie nie zorientować się.- odpowiedziałam.
- No to spróbujemy, jestem ogromnie ciekaw, czy naprawdę nie zorientujesz się, że to inny facet.- powiedział mój mąż i spojrzał mi w oczy. - A swoją drogą skąd Twoja pewność, skoro jak twierdzisz, nigdy nie miałaś do czynienia z innym kutasem i nie masz pojęcia, jaki inny pieprzy?
Patrzyłam na męża z niedowierzaniem.
- Naprawdę tego byś chciał?
- Kochanie, nie, nie tyle bym chciał, co chyba chcę spróbować. Chcę zobaczyć i usłyszeć, jak zachowujesz się pod innym facetem. To będzie fajne przeżycie, naprawdę polubisz, przekonasz się.
Byłam wstrząśnięta i zbulwersowana, nie wierzyłam w to co mówi. W mojej głowie rodziły się nerwowe pytania. Czy moje, niestety, ostatnio nabyte kilogramy, już go do mnie zniechęcają? Mój Boże, przecież dwa lata temu skończyłam czterdziestkę i nie mam już sylwetki dwudziestolatki - a może on sądzi, że mnie nie zaspokaja? Może to początek problemów pana w średnim wieku? W końcu za miesiąc przekroczy pięćdziesiątkę, a jak czytałem, w tym wieku libido facetom spada dramatycznie. Chodziłam coraz bardziej zdruzgotana, myśli o tym tak zaprzątały moja głowę, że nie mogłam się skupić w czasie pracy, miałam kłopoty ze snem, nawet nie miałam komu się poradzić!
Fantazje, a może coraz większa otwartość w eksplikowaniu ich, z czasem ubrane były w coraz więcej szczegółów, były dosadniejsze, powiedziałabym, miały bardziej cielesny, fizyczny charakter i coraz bardziej mnie przerażały. Zrozumiałam, ze to już nie są tylko słowa, to są prawie gotowe plany które czekają jeśli nie na mój entuzjazm - tego się nie spodziewał - to przynajmniej na bierne przyzwolenie. A swoja drogą, do cholery, jakie to przyzwolenie, jeśli oczekuje w tym mojego czynnego, tak czynnego, aktywnego udziału?
Winna tu jestem wyjaśnienie; nasze "łóżko" do tej pory mogę uznać za nadzwyczaj udane. Jednak uczciwie mówiąc, nasz dotychczasowy seks, to były tylko i wyłącznie pomysły Piotra, było mi z tym tak dobrze, że sama chyba sobie odpuściłam jakiekolwiek zwariowane pomysły, mimo licznych przestróg mistrza Mastertona. Kochaliśmy się w miarę często, no może nie z taką częstotliwością jak dwadzieścia lat temu, ale słysząc czasem smętne przebąkiwania koleżanek o "tych" sprawach to naprawdę nasz seks był bardzo udany. Piotr, zawsze był otwarty, pełen inwencji i pomysłów, a przede wszystkim, nie był egoistą! Muszę przyznać, że ja byłam bardziej zachowawcza i raczej ze zdziwieniem i zażenowaniem, niż z radością, przyjęłam, kiedyś od niego, prezent w postaci czarnego, grubego wibratora. - Po co mi to kupiłeś? - zapytałam się rumieniąc się chyba po pępek.
Tak, od czasu do czasu masturbowałam się, w tajemnicy przed mężem, paluszkiem, gdy mnie naszło, ale wibrator? Później prawie zmusił mnie, abym użyła go przy nim. Cholera, pamiętam jak dziś, że byłam bardziej skrępowana i zawstydzona, niż podczas pierwszej wizyty u ginekologa w wieku dziewczęcym. Później, zaczął go używać jako dodatek do seksu z pieprzykiem i nawet mi się to spodobało, natomiast, po latach, gdy nauczył mnie uroków seksu analnego, to okazało się że lubię też i to bardzo, podwójną penetrację ze wspomaganiem wibracyjnym. Ale to wszystko dotyczyło tylko i wyłącznie nas dwojga, a tu nagle takie fantazje. Miałam jednocześnie świadomość, że dotychczas, owszem, akceptowałam, nawet jeśli z początkowymi oporami, to jednak akceptowałam wszystkie pomysły Piotra, natomiast sama nie wykazywałam się zbyt wielką pomysłowością. Raczej ograniczałam się do uzupełniania seksownej bielizny, tworzenia nastroju zapalonymi świeczkami, ale na tym moje poczynania seksualne się kończyły. No, zdarzało się, że w jakieś weekendowe popołudnia przejmowałam inicjatywę, w trakcie poobiedniej drzemki i inicjowałam jakiś nagły i niespodziewany numerek, ale to by chyba było wszystko.
Uświadomiłam sobie, że albo spróbuję sama się tym zająć, tym razem przejąć inicjatywę i tym sposobem ustalić warunki do przyjęcia mnie, albo w pewnym momencie zostanę postawiona przed faktem dokonanym, w sytuacji bez wyjścia, co może postawić nasze małżeństwo, moją miłość do męża pod znakiem zapytania. Jakby nie było, i tak źle i tak niedobrze.
Przede wszystkim, nie bardzo wiedziałam, co mam zrobić, jak się do tego zabrać. Wieść gminna od dłuższego czasu donosiła mi, że internet stał się powszechnym biurem ogłoszeń w sprawach wszelakich, że istnieją fora, chaty gdzie anonimowi ludzie z wszystkich stron świata równocześnie dyskutują o swoich problemach. Dotychczasowy mój kontakt z netem był znikomy, a prawdę powiedziawszy, żaden. Przy pomocy kolegi z pracy postanowiłam najpierw oswoić się z samym internetem, a później z samym problemem. Kolega był bardzo dyskretny i nie zadawał zbędnych pytań, skąd moje nagłe zainteresowanie przy dotychczasowej programowej ignorancji, a ja powoli pojęłam jak mam się do tego zabrać. Odkrywany przeze mnie internet był jak stanowisko archeologiczne, tysiące śmieci i czasem cenne znalezisko. Wśród wielu publikacji dotyczących interesującego mnie problemu znalazłam między innymi ciekawy tekst, omawiający potrzeby kobiet w różnym wieku; (...)
30 - kobieta wyzwolona
To najlepszy okres w seksualnym życiu kobiety. Czas odkryć i nauki ma już za sobą, poznała seks od każdej strony i wie, co dobre. Zarówno dla niej, jak i dla ciebie. A co najważniejsze na ten wiek przypadają jej największe potrzeby seksualne. Tak chce natura i ona nie ma to wpływu. Dlatego teraz postanawia tak naprawdę korzystać z życia.
Partnerka zna mężczyzn, wie co lubią. Potrafi rozmawiać o seksie i w razie problemów nie wstydzi się o nich powiedzieć. Trzydziestolatka mówi sobie: "koniec z nieśmiałością, kiedy, jak nie teraz wprowadzę w życie moje fantazje seksualne". Lubi przejmować inicjatywę, chętnie sięga po erotyczne gadżety, dba o szczegóły, jak seksowna bielizna, wyrafinowane perfumy.
O czym marzy? O szalonym weekendzie pełnym nowych doznań, przygodzie na jedną noc, kochanku i odpowiedzialnym mężczyźnie na stałe, kandydacie na ojca jej dziecka.
40 i więcej - kobieta ze stażem
40 urodziny w życiu kobiety nie oznaczają, że seks odchodzi w zapomnienie. Temperament seksualny czterdziestolatki jest wciąż duży. Oczywiście większy u kobiet, które prowadzą aktywne życie, dbają o siebie i są atrakcyjne. Świadomość tej atrakcyjności i sukces życiowy gwarantują powodzenie i w tej dziedzinie. Jednak po 40. kobieta powoli odchodzi o szaleństwa i eksperymentów. Niekoniecznie w samym akcie zbliżenia - tu korzysta z doświadczenia, ma sporo fantazji i umie dawać rozkosz mężczyźnie - ale potrzebie kreowania podniecających ją sytuacji. Skupia się na partnerze, jego potrzebach, jest namiętna, czuła i kreatywna. Nie potrzebuje do tego czerwonej sypialni, gadżetów i afrodyzjaków. Staje się sentymentalna, co nie znaczy bierna.
O czym marzy? O romantycznym wieczorze z czułym mężczyzną u boku, wieczorze jak za dawnych lat, mężczyźnie do końca życia, czułości, komplementach i oznakach podziwu. (...)
Nie do końca się z nim zgadzam. Mam wrażenie, że jakoś ominęła mnie dekada pewnej siebie, żądnej wyżycia się trzydziestolatki. Ja zawsze lubiłam, ba, uwielbiałam seks, ale był i jest on dla mnie zawsze bardzo intymny, osobisty. Mój seks, moje pragnienia i fantazje były ściśle związane z jedną i tylko jedną osobą: tą osobą był mój mąż, nie śniłam o innych kochankach, o ich fantastycznych kutasach. Teraz .. nie, nie miało i nie mogło się to zmienić, on nadal pozostawał najważniejszy i właśnie dlatego miałam poszukać jeszcze kogoś aby coś uzupełnić. To coś miałam uzupełnić ze względu na niego, a nie na siebie. Ja nie odczuwałam dotychczas takiej potrzeby i konieczności.
Zaczęłam śledzić dyskusje na seks forach i włos zjeżył mi się nie tylko na głowie - albo już jestem zacofaną, staroświecką i niedouczoną ciotką albo oni wszyscy są popieprzonymi dewiantami. To były pierwsze konstatacje które przyszły mi do głowy, gdy czytałam anonse młodych ludzi, zaledwie dwudziestoparolatkow, młodych, którzy w moim mniemaniu, powinni przeżywć chwile romantycznych uniesień, a tutaj czytam, że marzy im się seks w grupach z wymianą partnerów. Cholera, czułam się oszołomiona, gdzie ja żyję i kim jestem. Dotychczas byłam przeświadczona, że nasze życie łóżkowe było urozmaicone, wyzwolone, a nawet lekko perwersyjne; moje przeświadczenie było warte funta kłaków! I to wcale nie łonowych!!!
Im więcej się wgłębiałam, tym bardziej byłam zakłopotana, aczkolwiek lektura niektórych tekstów i opowiadań, których znalazłam setki, wywoływała we mnie dreszcz emocji i podniecenia; czy to wszystko jest możliwe? A może to oni przeżywają prawdziwe życie, a ja jestem na uboczu? Nie wiem, nie wiem, a cholera muszę się z tym zderzyć!
Zaczęłam analizować anonse par, pragnących, a może tylko ci faceci z tych par pragnęli, w każdym bądź razie, poszukujących mocnych wrażeń. Kilka z nich (a brałam pod uwagę ze względu na wiek i sposób sformułowania oferty, bo prostakom od razu stawiałam szlaban) wydało mi sę warte zainteresowania. Po głębszej analizie jeszcze wyeliminowałam trzy i postanowiłam odpowiedzieć na trzy. Założyłam sobie specjalnie do tego celu osobną skrzynkę pocztową i pełna emocji odpisałam. Odpowiedzi przyszły prawie natychmiast, jednak okazało się, że dwie pary pochodzą z odległych krańców Polski i w zasadzie pozostała jedna para. Jej mankamentem było to, że byli od nas o dekadę, o tą nieszczęsną dekadę która mi umknęła, młodsi. Nie przysłali zdjęcia, ale opis, jeśli oczywiście był prawdziwy, omawiał interesujących, nie szpetnych ludzi, którzy, co dla mnie bardzo istotne, nie mieli problemów ze sformułowaniem swoich myśli. Wymieniliśmy jeszcze po kilka dosyć obszernych maili, w których określiśmy sobie kogo i do czego szukamy, opisalismy swoje wyobrażenia o ewentualnym spotkaniu i postanowiliśmy umówić się na spotkanie.
Spotkać mieliśmy się "Pod aniołem", pubie w którym jeszcze nigdy nie byłam, ale znajdował się na starówce, czyli w "bezpiecznym" centrum. Zaproponowali następny czwartek o siedemnastej. Nie mogłam spać z emocji, czy się nie wycofać, czy nie odwlec sprawy. W końcu jednak zadecydowałam; raz kozie śmierć, a w zasadzie i tak, po takim spotkaniu będę mogła zrezygnować. Właściwie, po to miało się odbyć, abyśmy mogli się zaakceptować albo i nie! Postanowiłam w ostatnim momencie, że nie pójdę do pracy, bo i tak nie będę mogła spokojnie pracować, a przynajmniej będę miała czas, aby się przygotować i jeszcze raz wszystko przemyśleć. Piotr o wszystkim, a tym bardziej o stanie moich emocji nie miał bladego pojęcia, nawet specjalnie się nie dziwił, gdy mu, już wychodzącemu, w drzwiach rzuciłam:
- Wiesz, nie najlepiej się w ten upał czuję i zadzwonię do firmy że dzisiaj nie przyjdę.
- Zazdroszczę ci, ja w ten cholerny upał muszę iść, bo mam wiele pracy i jestem poumawiany - odpowiedział i trzasnął drzwiami.
Dodany: 22-02-2008 23:12:09 wyświetlony: 2064 razy
2007 © http://erotyka-sex.com T: 1.813 S: 10